Nie ustawie sobie wyzwania na 400 dni bo z góry wiem że skazany będzie on na porażkę. Niektórzy lubią wyzwania długie, popularne 100 dni do..., jednak wiem że na mnie to nie działa. Dużo łatwiej jest trzymac się planu, gdy cele i zadania podzielone sa na mniejsze części. To takie punkty kontrolne, które obrazują postepy, wyniki, w których bez poczucia winy można zmodyfikować założenia i zadania.
Postaram się robić plany miesiączne, które będę dzieliła i podsumowywała tygodniowo. 7 dni to okres, w którym organizm odczuje zmianę i dostosuję się do niej, a jednocześnie my nie znudzimy się ustalonym zadaniem.
1 maj, początek miesiąca, dzień wolny idealny na rozpoczęcie pierwszego odcinka "maratonu". Poza tym własnie wtedy zaczyna się faktyczne odliczanie 400 dni! . Mój organizm jest dość oporny na "diety", gdyż głupimi głodówkami rozwaliłam sobie kiedyś metabolizm i do tej pory nie uporałam się z tym problemem, więc moje pierwsze cele do wykonania na maj są trochę rozgrzewkowe, choć nie koniecznie łatwe. Zrzucić 2 kg , przebiec 40 km oraz przez 30 dni nie podjadać między posiłkami. Nie którzy pomyślą, że to tylko 2 kg i to tylko 10 km tygodniowo, i wystarczy zjeść "porządniejsze" posiłki i nie będzie problemu z podjadaniem, ale dla mnie to największe wyzwania.
- Tak jak pisałam, metabolizm jest rozwalony więc 2 kg na minusie to i tak będzie cud.
- Biegać uwielbiam, naprawdę bieganie w terenie darze miłością szczerą. Mimo że biegam wolno, a raczej truchtam i przeważnie pokonuje max 4-6km podczas jednej sesji, to uwielbiam to uczucie wolności i błogości podczas biegania po lasach i polach, ale żeby zebrać się, założyć buty i wyjść z domu to jest nie lada wyzwanie, które blokuje mnie na całej lini.. Jeszcze gorszy jest brak systematyczności, gdy juz raz wyjdę pobiegać nie umiem się zmobilizować by iść raz jeszcze i tak jestem "biegaczką" raz w miesiącu. Chcę to wreszcie przezwyciężyć.
- Podjadanie to moja pięta achillesowa. Za każdym razem przez to natręctwo zawalam dietę. Tutaj gryz chlebka od narzeczonego, tutaj jeden cukierek, który dzieś pląta się po torebce, w końcu przeradza się to w większe ilości jak łyżeczka masła orzechowego czy kilka plasterków szynki wyciągniętej z lodówki nawet nie wiedząc kiedy. Straszny nawyk, którego muszę się pozbyć raz na zawsze.
Nie poddam się i w maju walczę o osiągnięcia wszystkich tych celów. Tak jak pisałam, najwygodniejsze dla mnie są rozliczenia tygodniowe więc w w każdą niedziele/poniedziałek będę robiła podsumowanie, tabelki z ćwiczeniami oraz ustalała mini cele, plany i wyzwania na kolejne tygodnie.
A na koniec oczywiście zdjęcie. Do późniejszego porównania, śledzenia postępów lub co gorsza wychwycenia ich braku :)
Nie zaczynam od zera bo już kiedyś odbyłam podobną drogę zrzucając 30 kg, jednak przez własną głupotę i powrót do złych nawyków 10 kg wróciło. Mogłabym napisać, że to aż albo tylko 10 kg bo całe szczęście w porę się ogarnęłam i znów wdrożyłam zdrowy styl życia. Przez to nie zaprzepaściłam całkiem efektów i obecną wagę utrzymuję już ponad 2 lata. Jednak teraz właśnie te 10 kg jest moim celem głównym oraz wdrożenie systematyczności do mojego działania i nie odpuszczanie w trudnych chwilach. Myślę że tym razem się uda! Wierzę w to! Wiem to! Trzymajcie kciuki.!!
A na koniec oczywiście zdjęcie. Do późniejszego porównania, śledzenia postępów lub co gorsza wychwycenia ich braku :)

Nie zaczynam od zera bo już kiedyś odbyłam podobną drogę zrzucając 30 kg, jednak przez własną głupotę i powrót do złych nawyków 10 kg wróciło. Mogłabym napisać, że to aż albo tylko 10 kg bo całe szczęście w porę się ogarnęłam i znów wdrożyłam zdrowy styl życia. Przez to nie zaprzepaściłam całkiem efektów i obecną wagę utrzymuję już ponad 2 lata. Jednak teraz właśnie te 10 kg jest moim celem głównym oraz wdrożenie systematyczności do mojego działania i nie odpuszczanie w trudnych chwilach. Myślę że tym razem się uda! Wierzę w to! Wiem to! Trzymajcie kciuki.!!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz